niedziela, 4 marca 2012

Detoks!


Włosowy oczywiście :) Ostatnio stwierdziłam, że moim włosom przyda się jednodniowa „głodówka” – były ostatnio ciężkie i strasznie szybko mi się przetłuszczały. Jak zasugerowała mi Czarownicująca mogły być przenawilżone czy przeemolientowane (dlatego tak długo schły). Poza tym ktoś ostatnio spytał mnie jak wyglądają moje włosy bez żadnej odżywki, więc postanowiłam sobie przypomnieć ;) bo baaardzo dawno tego nie robiłam.

Wczoraj umyłam włosy szamponem z sles (Farmona, Skrzyp polny), zrobiłam też peeling cukrowy skóry głowy i nie nałożyłam po myciu kompletnie nic. Ani odżywki b/s ani d/s, żadnego oleju ani serum. I co? No właśnie nic ;)  Włosy nadal były gładkie, błyszczące i miękkie. Chyba doszłam do tego momentu, że moje włosy są po prostu zdrowe „aż po same końce” (nie pamiętam z jakiej to reklamy :P ). I z jednej strony bardzo się z tego cieszę, ale z drugiej dotarło do mnie właśnie dlaczego tak ciężko jest mi teraz recenzować odżywki do włosów. Bo różnice między nimi są obecnie na moich włosach naprawdę minimalne, no chyba, że odżywka po prostu obciąża mi włosy – wtedy sprawa jest jasna ;)

Czy z tego powodu Waszym zdaniem powinnam zrezygnować zupełnie z opisywania Wam kosmetyków jakie stosuje? :( Moim zdaniem nie, przecież nadal mogę Wam opisać moje wrażenia, a Wy jedynie bierzcie poprawkę na to jakie są moje włosy, a jakie Wasze :) Postaram się też od tej pory większą wagę przykładać do składów i ich analizy (chociaż jak same wiecie nie jest to proste).

Wracając jednak do samego detoksu – myślę, że co jakiś czas fajnie jest zrobić coś takiego i przekonać się jak wyglądają nasze włosy bez żadnych środków kondycjonujących. Wiem też, że muszę pomyśleć nad nowym planem pielęgnacyjnym dla moich włosów. Jeśli wymyślę coś ciekawego to na pewno Wam o tym napiszę ;) Najlepsze jest jednak to, że przecież kiedyś zanim zrobiła się ze mnie taka „włosomaniaczka” zwykle tak właśnie wyglądała moja „pielęgnacja włosów” – sam szampon, a teraz musiałam nieźle ze sobą walczyć by nic na włosy nie położyć :D

Pozdrawiam Was serdecznie,

sobota, 3 marca 2012

Moja włosowa historia - Eve ciąg dalszy :)

Zastanawiałyście się kiedyś co dzieje się z włosami bohaterek MWH już po publikacji ich włosów na moim blogu? Przyznam Wam się, że ja je w miarę możliwości śledzę ;) i jestem pełna podziwu, bo one wyglądają co raz lepiej! Dziś macie możliwość obejrzeć aktualizację przepięknych i baaardzo długich włosów Eve. Serdecznie zapraszam!


Witajcie, pamiętacie pewnie jeszcze moja historie włosową u Anwen? Nie byłam wtedy jeszcze do końca zadowolona ze swoich włosów, ponieważ jak tam pisałam zostały mi farbowane końce(i resztki cieniowania) po mojej przygodzie z przechodzeniem na blond. Chciałam się z wami podzielić dalszym ciągiem tej historii.

Od tamtej pory strasznie zależało mi na przyroście oraz nawilżeniu włosów. Niestety zmuszona byłam podcinać , co miesiąc po 2 cm swoich włosów, żeby pozbyć się resztek farby....- wolałam pozbywać się ich stopniowo ;). Juz jakiś czas temu zauważyłam, że moje włosy kochają płukanki! Dostaje po nich niesamowitego blasku. Tak samo wcierki, po których moje włosy szybciej rosną. Przy pierwszym swoim zamrowieniu z ZSK kupiłam spiruline, żałuję, ze wcześniej jej nie odkryłam. Dodaje jej odrobinę do zwykłej odzywki a efekt jest niesamowity-spirulina to źródło cennych witamin, nienasyconych kwasów tłuszczowych(zawiera głownie kwas linolowy, jest źródłem beta-karotenu, B12, B1, B2,B6, niacyny, kwasu foliowego,pantetonowego, biotyny,wit E. Zawiera także wapń, magnez, żelazo, fosfor, potas, sód, cynk, selen, chrom, lit, mangan itd. Do porcji odzywki dodaje małą łyżeczkę i trzymam 15min na włosach. Moje włosy pokochały tez balsamy green pharmacy, tak samo ziołowy eliksir tej firmy, mgiełkę aloesowa z dodatkiem mleczanu sodu, l-cysteiny. Ostatnio jestem tez bardzo zadowolona z maski kalpi tone(minusem jest fakt iz po niej zeszła mi henna) i olejku sesa- po którym moje włosy sa mięciutkie.

Aktualnie wiec używam:

  • Olejku sesa (trzymam go cala noc) - włoski po nim idealne,
  • Olejku Alterra brzoza i pomarańcza (trzymam go kilka h, bo podrażnia mi skalp),
  • Płukanki z białej i zielonej herbaty(tania a świetna płukanka),
  • Płukanki z siemienia lnianego,
  • Płukanki przyciemniajaco wzmacniającej (o której wspominałam ostatnio),
  • Płukanki z mydlnicy i octu,
  • Balsamów green pharmacy,
  • Eliksiru do włosów green pharmacy,
  • Wcierki kulpol (teraz mam przerw, ale w ostatnim miesiącu włosy podrosły na niej 3,5cm),
  • Dodaje do odzywek spiruliny, która bardzo wygładza moje włosy,
  • Myje włoski nadal balsamem babydream fur mama (jest to balsam do kąpieli bez slsow) na zmianę z kolagenowym szamponem BingoSpa (nadal go uwielbiam, myje nim włoski tylko 2x w tygodniu używając odrobiny szamponu zmieszanego z ziołami i mydlnica),
  • Pije siemię lniane ;),
  • Nadal raz w tygodniu wcieram w skalp keratynowa rybkę gala,
  • Płuczę włoski l-cysteina z mleczanem sodu (czytałam, ze nawilża podrażniony slsami skalp),
  • Zrobiłam mgiełkę z aloesu,
  • Używam maski kalpi-tone,
  • Naturvital
  • Nakładam na włosy naturalna farbę Sante - również bardzo odżywia moje włosy jest w 100% naturalna - w składzie również znajdziemy algi ;)
  • Zainwestowałam tez w szczotkę TT(niestety trochę się na niej zawiodłam, nie radzi siebie z bardzo splatanymi włosami) oraz szczotkę z włosiem dzika Khaja - o dziwo idealnie rozczesuje moje włosy
Mimo podcinania włosy są dłuższe niż ostatnio, gładsze i zdrowe.
Obecnie moje włosy po skończonej walce o jednolity kolor wyglądają tak:



piątek, 2 marca 2012

Haul ZSK – zakupy i współpraca


Ostatnio mój Panthenol i Keratyna hydrolizowana sięgnęły dna, a ponieważ dobrze wiedziałam, że moje włosy obraziłyby się na mnie, gdyby ich zabrakło ;) więc skorzystałam z okazji i poczyniłam małe zakupy w sklepie www.zrobsobiekrem.pl :))

Oprócz uzupełnienia zapasów kupiłam coś co chodziło za mną już od dawna, a w zasadzie od czasu, gdy natknęłam się na wizażu na przepisy na wcierki by Eiri. W pierwszej kolejności kusiła mnie TA receptura  ale uznałam, że to dla mnie wciąż za trudne (nie mam takiego mini mikserka do spieniania mleka, a bez niego nie udało mi się zrobić jeszcze ani jednego dobrego kremu L ). Potem poczytałam jeszcze o jej sposobach wzbogacania liposomami Jantaru i już wiedziałam, że to jest to! Nawet ja sobie z tym poradzę ;) W tej chwili kusi mnie jeszcze zrobienie TAKIEJ wcierki  – też z przepisu Eiri, ale to może po tym jak już skończy mi się Jantar.

Ostatecznie kupiłam:

  1. Aloes zatężony 10 krotnie – bo nie wyobrażam sobie, że mogłoby mi go zabraknąć!
  2. Panthenol – używam go regularnie od ponad roku do wzbogacania każdej maski i bardzo mi go brakowało przez ostatnie tygodnie.
  3. Keratyna hydrolizowana – co prawda odkąd używam cysteinę to trochę o niej zapomniałam, ale myślę, że przyda mi się w walce o fale :)
  4. Kompozycja witamin All-in-One – mam ją pierwszy raz i szczerze mówiąc trochę zniechęca mnie to, że jest w proszku – jakoś łatwiej posługiwać mi się płynami ;)
  5. Ekstrakt z karnityną, argininą i kofeiną – to właśnie na nim najbardziej mi zależało. Mam zamiar wrócić do wcierek i zawalczyć o gęstszą czuprynę (na długości mi już tak nie zależy, a nawet chodzi za mną ścięcie... odwiedźcie mnie od tego pomysłu ;) )

W ramach współpracy dostałam też od sklepu ZSK do przetestowania kilka produktów:


  1. Jedwab hydrolizowany – o którym możecie poczytać TU. Mam zamiar stosować go do tuningowania masek i być może ukręcić jakieś nowe psikadło.
  2. Ekstrakt wzmacniający włosy – również do wcierek, TUTAJ znajdziecie szczegóły.
  3. Alantoina – na którą jeszcze nie mam konkretnego pomysłu, ale na pewno coś się znajdzie ;) Dla zainteresowanych informacje o alantoinie TU.
  4. Kolagen i Elastyna – zarówno do stosowania na twarz jak i do tuningowania masek. TUTAJ przeczytacie co o tym produkcie pisze ZSK.

Tak więc już wkrótce możecie się spodziewać na blogu nowych przepisów :)) Ja już nie mogę się doczekać testów, bo jak wielokrotnie Wam pisałam uwielbiam bawić się w małego chemika :D

Pozdrawiam Was serdecznie,

czwartek, 1 marca 2012

PPD, czyli Parafenylenodiamina


Mówiąc najbardziej w skrócie jest to czarny barwnik wykorzystywany przy produkcji farb do włosów, barwników do tkanin, farbach drukarskich, a także w niektórych „hennach” (nie mam tu na myśli prawdziwej naturalnej henny, a produkty, które są henną tylko z nazwy) – również tych wykorzystywanych do tymczasowych tatuaży.

PPD jest aminą aromatyczną, która działa bardzo silnie uczulająco. Jako alergen może powodować zarówno zmiany skórne (zaczerwienienie, wysypkę, podrażnienia, swędzenie, a nawet owrzodzenia, a w przypadku skóry głowy – WYPADANIE WŁOSÓW!) jak i duszności i inne objawy szoku anafilaktycznego (w konsekwencji nawet śmierć!). Objawy na skórze mogą pojawić się nawet po kilku dniach od farbowania. Nie piszę tego wszystkiego tylko po to, żeby Was nastraszyć, ale po to, by uświadomić Wam jak ważne jest przeprowadzenie testów skórnych zwłaszcza przed pierwszym farbowaniem włosów.

Jak sprawdzić czy jesteśmy uczulone na PPD?
Możemy oczywiście poprosić lekarza, aby dał nam skierowanie na takie badania. Ja osobiście ich nie robiłam i podejrzewam, że nie mam alergii na PPD, a jedynie moja skóra reaguje na nią podrażnieniem, co w konsekwencji prowadzi u mnie właśnie do wypadania włosów.

Gdzie występuje PPD?
Wbrew pozorom ten barwnik nie występuje jedynie w czarnych farbach, można go znaleźć również w innych ciemnych kolorach. Nie wiem jak się sprawa ma w przypadku np. ciemnych blondów, ale dla bezpieczeństwa też możecie to sprawdzić na etykiecie.

Jakie jest dopuszczalne stężenie PPD?
Wg prawa unijnego w produkcie może znajdować się maksymalnie do 6% tego składnika i tyle zwykle znajduje się w drogeryjnych (zarówno tych trwałych jak i w szamponetkach) i profesjonalnych farbach (również tych stosowanych przez fryzjerów). Na rynku możemy znaleźć także farby pozbawione PPD lub z niewielką jego ilością. Sama jestem w trakcie testowania kilku z nich i o efektach na pewno jeszcze na blogu przeczytacie, ale oczywiście takie testy muszą potrwać. Naturalna henna (np. Khadi) również jest pozbawiona tego barwnika.

Po co w takim razie producenci stosują PPD skoro wiadomo jak jest szkodliwe?
Niestety PPD jest najsilniejszym, najbardziej intensywnym i najtrwalszym czarnym barwnikiem jaki dotąd wynaleziono :( O ile w przypadku Khadi już wiem, że kolor przynajmniej na moich włosach nie utrzymuje się tak długo jakbym chciała, tak w przypadku „naturalnych farb” dopiero za jakiś czas będę mogła Wam o tym napisać.

Jak rozpoznać PPD w składzie?
Ukrywa się on pod jedną z nazw: p-fenylenodiamina lub paraphenylenediamine, 4-fenylenodiamina, fenylenodiamina, p-diaminobenzen, 4-aminoaniline, 1,4-benzenodiamina, 1,4-diaminobenzen

Jak możemy się ochronić przed działaniem PPD?
Jednym ze sposobów jest właśnie farbowanie na olej, o którym niedawno pisałam Wam na blogu. Olej zabezpiecza skórę głowy przed szkodliwym działaniem PPD, ale niestety nie w 100%. Bardzo ważne jest też by nie trzymać farby dłużej niż zaleca producent, ale przede wszystkim zrobić próbę uczuleniową przed farbowaniem!

Mam nadzieję, że ten wpis Wam się przyda i że będziecie pamiętać by zawsze sprawdzić jak działa na Was farba zanim położycie ją na głowę. Test uczuleniowy najlepiej przeprowadzić na skórze za uchem (nakładacie odrobinę farby na kilka minut, potem zmywacie to wodą – jeśli po kilku dniach nie pojawią się żadne objawy podrażnienia to znaczy, że możemy bez przeszkód stosować taką farbę).

Pozdrawiam Was serdecznie, 

środa, 29 lutego 2012

Ulubieniec miesiąca – Luty: Maska do włosów Maka


Maka (inaczej Eclipta Alba) to indyjskie zioło zwane również „władcą włosów”. Jak sama nazwa wskazuje ma genialne wręcz działanie na naszą czuprynę. Podobno zwalcza łupież, wzmacnia włosy, stymuluje ich wzrost, a nawet leczy łysienie. Kupiłam ją przede wszystkim z myślą o zagęszczeniu, zmniejszeniu wypadania i wzmocnieniu moich włosów. Bardzo długo leżała na półce i się kurzyła, a ja jakoś nie mogłam się zmobilizować by jej użyć. W końcu się odważyłam i bardzo się z tego cieszę :))

Maskę używałam na kilka sposobów:

  1. rozrabiałam ją z samą wodą i nakładałam na skórę głowy
w tej wersji bardzo ciężko jest to nanieść na głowę, maska się wykrusza, sypie, ogólnie tego sposobu raczej nie polecam.

  1. dodawałam do takiej mieszanki jak powyżej żel z aloesu i/albo sok marchewkowy
tutaj konsystencja była już znacznie lepsza, ale nadal aplikacja nie była zbyt komfortowa. Po takiej mieszance nie używałam już szamponu, włosy były wystarczająco oczyszczone, świeże i bardzo błyszczące.

  1. mieszałam Makę ze zwykłą drogeryjną maską (np. Kamille Pilomax)
najlepszy, przynajmniej dla mnie sposób używania indyjskich ziół :) Jeżeli chcemy nałożyć taką mieszankę na skórę głowy to lepiej wybrać taką maskę, co do której mamy pewność, że nas nie podrażni. U mnie sprawdzała się np. Gloria. Taki mix trzymałam na włosach ok. godziny, a potem całość zmywałam delikatnym szamponem. Włosy po niej wyglądały o wiele lepiej niż zwykle. Wydawały się grubsze i gęstsze. Były niesamowicie błyszczące i miękkie. Ale co najważniejsze przy spłukiwaniu wypadało mi mniej włosów niż zwykle!


Maka wymieszana z maską Pilomax

Ziółka możemy też wymieszać z olejem (robiąc domową wersję indyjskich olei typu Khadi czy Bhringraj) i aplikować go przed myciem na skalp. Musicie jedynie pamiętać, że Maka nie nadaje się do używania przez blondynki, gdyż może przyciemniać włosy. U siebie nic takiego nie zauważyłam, ale jak wiecie na moich czarnych włosach byłoby to raczej trudne ;) Do jednorazowego użycia wystarczą nam mniej więcej 2 łyżeczki ziołowego pudru, więc maska jest dosyć wydajna. Możemy ją kupić np. w sklepie helfy.pl za ok. 12zł. Jestem bardzo ciekawa jak sprawdzi się po dłuższym stosowaniu, bo na razie użyłam jej raptem kilka razy.

A wy stosujecie indyjskie zioła? Może miałyście okazję wypróbować pudrowe szampony? Jestem ich bardzo ciekawa!

Pozdrawiam Was serdecznie,

poniedziałek, 27 lutego 2012

Coś dla czytelniczek z zagranicy :)


O tym, że warto być włosomaniaczką chyba nie muszę Wam pisać ;) Dla tych co mają jakiekolwiek co do tego wątpliwości polecam przejrzenie wpisów z serii MWH 

Ostatnio doszłam do wniosku, że warto również mówić o tym znajomym :D Odkąd bliscy mi ludzie wiedzą jakiego fioła mam na punkcie włosów i ich pielęgnacji bardzo często dostaję „włosowe” prezenty :)))

Kilka dni temu taką niespodziankę zafundowała mi siostra mojego TŻta, która będąc na wykładach w Estonii znalazła chwilę by poszukać specjalnie dla mnie jakieś produkty do włosów :D

Zobaczcie co dostałam:

  1. Szampon Avalon Organics cytrynowy

  1. Odżywka z ekstraktem z moringi, Orgnx

Myślę, że zwłaszcza moje czytelniczki mieszkające za granicą powinny się ucieszyć z recenzji tych produktów :) Bardzo często prosicie mnie o polecenie jakiś dobrych produktów dostępnych u Was. Niestety nie mam dostępu do zbyt wielu takich kosmetyków, za granicą bywam baaaardzo rzadko (a szkoda bo uwielbiam podróże), więc tym bardziej cieszę się, że trafiła mi się okazja wypróbowania czegoś „niepolskiego”.

Na recenzje oczywiście trochę poczekacie – w tej chwili intensywnie testuję tę serię z PAT&RUB i myślę, że w przyszłym tygodniu będę już mogła Wam o niej co nieco opowiedzieć :)

Pozdrawiam Was serdecznie,
Ps. Chciałam Wam jeszcze pokazać wynik mojego sobotniego eksperymentu: po umyciu wtarłam we włosy żel Bielendy z Czarną Rzepą i pozwoliłam im wyschnąć naturalnie (pierwszy raz od wakacji, nie licząc tego jak czasem idę spać z mokrymi). Schły prawie 6 godzin!!!


niedziela, 26 lutego 2012

Moja włosowa historia - Leae

Dziewczyny dzisiejsza historia z misją! Spróbujcie razem ze mną przekonać naszą bohaterkę by porzuciła na dobre prostownicę :) Jestem pewna, że zgodzicie się ze mną, że jej włosy są równie piękne jak nie piękniejsze bez prostowania! Dzisiejszą historią chciałabym udowodnić też jak zjawiskowe mogą być włosy farbowane (i to blond!) jeśli się odpowiednio o nie dba! Często pytacie mnie czy farbowanie bardzo niszczy włosy. Niestety tak i to bardzo, ale jeżeli poświęcimy takim włosom więcej czasu to one mogą być równie piękne jak te naturalne :)

Witam serdecznie!

Na początku chciałam przyznać, że jestem wielką fanką zarówno blogu Anwen , jak również całego "włosowego" działu forum Wizaż. Są to skarbnice wiedzy na temat pielęgnacji włosów, gwarantuję, że każdej dziewczynie pomogą uzyskać piękne i lśniące włosy

Bardzo spodobała mi się akcja "Moja włosowa historia". Obiecałam sobie, że gdy tylko znajdę trochę czasu, to opiszę własną (teraz rzeczywiście mam mnóstwo czasu = już po sesji ). Wiele dziewczyn pytało mnie na Wizażu, czy zawsze miałam takie włosy jakie mam teraz, czy są to efekty pielęgnacji i suplementów. Śmiałam się wtedy, że gdybym pokazała moje włosy sprzed kilku lat, to niejedna Wizażanka złapałaby się za głowę
Dlatego też chciałabym przestawić "ewolucję" moich włosów na przestrzeni ostatnich kilku lat

Moje naturalne włosy są w kolorze średniego blondu, który latem uzyskiwał jaśniejsze refleksy od słońca. W 1. klasie gimnazjum ścięłam włosy z długości do talii do ramion. Mimo, że używałam wtedy jedynie "pierwszego-lepszego" szamponu, jaki znalazłam na wannie, to włosy bardzo ładnie się układały - były prosto ścięte, nietknięte farbami, prostownicą, lokówką, suszarki również używałam bardzo rzadko. Znów zapragnęłam zmiany, więc wycieniowałam włosy i zrobiłam grzywkę. Dostałam wtedy również pierwszą prostownicę firmy Remington. Była ona dobrej jakości, ale stosowałam ją codziennie, a moja pielęgnacja dalej ograniczała się do "pierwszego-lepszego" szamponu. Włosy wyprostowane prezentowały się jednak nadal nienagannie, natomiast niewyprostowane przypominały siano. Oto zdjęcie z tamtego okresu: 



Po pewnym czasie zdecydowałam się dość radykalnie ściąć włosy (były już bardzo zniszczone od codziennego prostowania) oraz zrobiłam delikatne blond refleksy. Dodatkowo wzbogaciłam moją ubogą pielęgnację o odżywkę do spłukiwania po każdym myciu . Kolor był bardzo ładny, a odrosty prawie niewidoczne. Moje włosy wyglądały wtedy tak: 



W wakacje przed pójściem do liceum postanowiłam dokonać poważnej zmiany (do dziś nie wiem co mi wtedy odbiło ) i przefarbowałam włosy na... ciemny brąz. Niestety nie mam żadnego zdjęcia z tamtego okresu, ale wyglądałam OKROPNIE (!) i szybko chciałam wrócić do blondu. Na spranym rudo-brązie fryzjerka zrobiła gęste pasemka rozjaśniaczem. Całość wyglądała tak: 



Wyglądało to co najmniej nieciekawie, więc postanowiłam zafarbować całość na kolor podobny do mojego naturalnego i zapuszczać naturalne włosy. Ponownie wybrałam się do fryzjerki, efekt był taki:


Następnie dłuugo (przez rok) nie farbowałam włosów. Kolor wypłukiwał się na brzydki rudawy, ale dzielnie zapuszczałam naturalsy 


Wtedy też zaczęłam podczytywać forum Wizaż, zaczęłam używać różnych olejów (kokosowy, oliwa z oliwek, jojoba), stosować pielęgnację bez silikonów (która u mnie nie zdała egzaminu), zapoznałam się z metodą OMO, ogólnie zaczęłam eksperymentować z pielęgnacją z różnym skutkiem Aż w końcu znalazłam idealny dla siebie plan pielęgnacji.

Ścięłam większość pozostałych farbowańców, jednak niedługo nacieszyłam się naturalnym kolorem, bo postanowiłam wrócić do jasnego blondu Eksperymentowałam z różnymi farbami blond, ciemniejszymi i jaśniejszymi. Oto efekt: 





Aktualnie ścinam włosy na prosto i farbuję jedną, wypróbowaną farbą: L'oreal Recital Preference, odcień Stockholm. 


bez prostowanie
wyprostowane

Moja aktualna pielęgnacja:

- myję włosy co 3-4 dni,

- przed każdym myciem olejuję włosy i skórę głowy (olej kokosowy Efavit, Vatika, Sesa), jeśli tego nie robię to stosuję metodę OMO, przy czym pierwsze "O" to zwykle odżywka Isana Babassu

- przy każdym myciu stosuję odżywkę lub maskę (maska - 1x w tygodniu), nakładam foliowy czepek i na to zakładam "Heat Wrap" (http://www.ehaircare.co.uk/catalogue...sp?sString=619), zarówno odżywkę, jak i maskę trzymam na włosach 30-40 minut

- do rozczesania włosów po myciu stosuję odżywkę w sprayu Biovax do włosów zniszczonych, włosy zabezpieczam również cementem termicznym Kerastase oraz kryształkami Alfaparf (żółtymi)

- bardzo rzadko suszę włosy suszarką, jeśli już to robię, to używam chłodnego powietrza

- prostownicy używam ok. raz na 2 tygodnie (mam prostownicę parową Radiance Babyliss)

- włosy farbuję mniej więcej co 3 tygodnie, farbę trzymam na samych odrostach ok. 50 minut, potem malaksuję na całości 1-2 minuty

- używam szczotki z naturalnego włosia dzika (Khaja)

- końcówki podcinam co 2-3 miesiące

Produkty których używam:

1.Szampony: Dove Silk and Sleek, NaturVital Hair Loss Shampoo for Dry Hair - oba są świetne
2.Odżywki: kocham Niveę, nie rozstaję się z odżywkami Intense Repair oraz Long Repair
3.Maski: uwielbiam maski Biovax do włosów wypadających oraz Latte - są cudowne
4. Oleje: olej kokosowy Efavit, Vatika, Sesa - wszystkie mogę z czystym sumieniem polecić
5. Suplementy: Merz Spezial oraz Belissa Sun - przyjmuje regularnie od ok. roku (4 miesiące zażywania, następnie przerwa 1 miesiąc). Przez 4 miesiące piłam Gelacet w saszetkach, włosy rzeczywiście rosły szybciej, ale ich cena nie należy do najniższych, więc raczej już nie kupię.


To chyba tyle Mam nadzieję, że moja historia chociaż w małym stopniu stanie się dla Was użyteczna 


Pozdrawiam serdecznie wszystkie Włosomaniaczki!
Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...